Antypolska sztuka na deskach Teatru Narodowego w Oslo

30 listopada 2015 | Artykuły | HISTORIA | KULTURA | POLACY W NORWEGII |

Foto: Nationatheatret Promotion/ScanPress.net Foto: Nationatheatret Promotion/ScanPress.net

Sztuka teatralna „Nasza klasa” w reżyserii Oskarasa Koršunovasa zebrała wiele pochwał w norweskich mediach. Jednak Teatrowi Narodowemu w Oslo zabrakło zmysłu krytycznego i wiedzy historycznej.

Dnia 5. września odbyła się na deskach Teatru Narodowego w Oslo premiera sztuki Tadeusza Słobodzianka „Nasza Klasa” w reżyserii Litwina Oskarasa Koršunovasa. Było by to z pewnością godnym uwagi polonicum, gdyby nie fakt, że sztuka – bardzo wszechstronnego skąd inąd dramaturga – opiera się o kontrowersyjną książkę Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi”. O oskarżeniach Polaków o jadowity antysemityzm słyszeliśmy i czytaliśmy dosyć podczas skandalu towarzyszącemu wydaniu książki Grossa. Opowieść o brutalnym pogromie w Jedwabnem okazała się źle udokumentowaną farsą, a podczas prac archeologicznych, które na żądanie strony żydowskiej wstrzymano, odnaleziono resztki niemieckiej broni i amunicji świadczące o faktycznych sprawcach zbrodni.

Spektakl w Oslo przygotowano w bardzo sprawny sposób, gra norweskich aktorów jest najwyższych lotów, w jednej z głównych ról oglądać możemy Jana Gunnara Røise, nagrodzonego wielokrotnie gwiazdora filmowego młodego pokolenia. Muzyka, choreografia a także oszczędna, ale przemawiająca scenografia mogą budzić zachwyt. Znamienne, że za muzyką, choreografią i scenografią stoją Litwini Gintaras Sodeika, Vesta Rasa Grabštaitė i Gintaras Makarevičius. Można uznać wręcz, że spektakl jest nie polski czy norweski ale litewski.

Akcja toczy się pomiędzy rokiem 1925 a 2005. Scena, wyglądająca na klasę stoi przez te lata niezmiennie, tablica chwilami zmienia się w okno, chwilami jest ekranem dla multimedialnych wizji skompilowanych z filmów archiwalnych i gry świateł. Oglądamy w niechronologicznym porządku dorastanie kolegów z polsko-żydowskiej wsi gdzieś na Kresach. Nad tablicą spogląda na nas z portretu marszałek Piłsudski, sielankę przerywa dość odległa wojna, podczas której portret zmienia się kolejno w ruchome ujęcia Stalina i Hitlera. Mimo tężejącej atmosfery pojawiają się komiczne wtręty Słobodzianka, znane choćby z „Cara Mikołaja”. Pojawia się w nich Abraham, kolega który na długo przed wojną wyemigrował do USA. Podczas wojny nowojorski rabin deklamuje krótkie monologi będące listami zza oceanu. Podczas tych jaśniejszych chwil portret nad tablicą zmienia się w zbawczą, powiewającą flagę Stanów Zjednoczonych.

Powielone antypolskie stereotypy

Przekaz sztuki jest jasny – Polacy bez jakiejś konkretnej przyczyny nagle stają się wrogami Żydów, prześladują ich, zabijają sztachetami, gwałcą w turpistyczno-naturalistycznych scenach i zbiorowo wreszcie mordują. Żydówka ocalona przez Polaka, później jego żona, żałuje na długo po wojnie, że nie została zamordowana jak inni, skazana na bytowanie u boku Polaka. Wprawdzie pełne goryczy pytanie skierowane do Abrahama – gdzie byli podczas wojny amerykańscy Żydzi? – nie rozluźnia pełnej atmosfery antypolonizmu. Antypolonizm „Naszej Klasy” jest tym cięższy, że za świetną jej produkcją stoją litewscy artyści, traktujący historię bardzo swobodnie.

Polityka historyczna Republiki Litewskiej stara się budować tożsamość narodową na niechęci do polskości. Widzieliśmy to już w prezentowanym przed czterema laty filmie Donatasa Ulvydasa „Tadas Blinda – Początek” o żmudzkim Janosiku. W filmie tym rosyjscy żołnierze klęli po polsku, a największym głupcem carskiej armii był… Polak o zmyślonym nazwisku Razumowski, conajmniej gardzący Litwinami. Reżyser „Naszej Klasy”, Oskaras Koršunovas, wypowiada się bardzo dyplomatycznie nt. relacji polsko-żydowskich, sugeruje, że dramat Tadeusza Słobodzianka opiera się o więcej źródeł niż książka Grossa, że podobne incydenty miały miejsce na Litwie, przywołuje też postać Breivika na obronę swych tez o ideologicznych manipulacjach i skłonnościach prostych ludzi do zbrodni.

Sztuka zebrała dobre recenzje, największe peany wypisała na łamach dziennika „Aftenposten” Mona Levin. Ta publicystka o żydowskich korzeniach przywołuje w nich piosenkę Mordechaja Gebirtiga „Es Brennt” (Pali się) z 1938 roku, którą śpiewa ze sceny Abraham. Levin podkreśla, że piosenka opiewa przedwojenny polski pogrom w Przytyku (1936).

 

 

Tutejsze łamy nie są miejscem na apologię i powtarzanie prawdy o Polakach odznaczonych orderem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, o polskich męczennikach, którzy za ratowanie Żydów oddawali życie, czy zorganizowanej pomocy Żydom niesionej przez Polskie Państwo Podziemne (Żegota).

Rodakom o słabych nerwach sztuki nie polecam, pragnę odnotować tylko, że polski dramaturg został odkryty w Norwegii i, że scena na której niegdyś Norwegowie oglądali Mickiewicza w przekładzie norweskiego wieszcza narodowego Henrika Wergelanda (1808-1845) jest dziś świadkiem antypolskiej orgii.

Nicolas Orlinski, ScanPress.net

 

 

Przeczytaj również:

  • „Walka o byt” – serial NRK o polonii w Norwegii7 września 2014 „Walka o byt” – serial NRK o polonii w Norwegii Już w środę 10 września o godz. 21.35 państwowa telewizja NRK 1 rozpoczyna emisję 8 odcinków pierwszego sezonu serialu „Kampen for tilværelsen” – „Walka o byt”. Bohaterem jest Polak, […]
  • Koncert zespołu Bubliczki w Oslo5 października 2015 Koncert zespołu Bubliczki w Oslo W czwartek 1 października 2015 wystąpił w Oslo w kościele św. Jakuba polski zespół "Bubliczki". Była to rewizyta Polaków w ramach projektu Nowe Dziedzictwo, który zainaugurowany został […]
  • Tomasz Stańko – maestria jazzowa w Oslo13 kwietnia 2016 Tomasz Stańko – maestria jazzowa w Oslo W sobotę 9 kwietnia gościł w Oslo mistrz trąbki Tomasz Stańko. Wraz ze swymi kolegami z TS New York Quartet zagrał koncert w klubie Cosmopolite.   Mimo iż dość spora sala pękała w […]