Polak uległ śmiertelnemu wypadkowi w Figgjo

13 listopada 2014 | POLACY W NORWEGII |

Foto: Pål Christensen Foto: Pål Christensen

Bartosz Tadeusz Mikos, który uległ tragicznemu wypadkowi przy asfaltowaniu drogi E39 w Figgjo, zmarł we wtorek 11.11.22014 w szpitalu uniwersyteckim w Stavanger na skutek poniesionych obrażeń. Policja otrzymała zawiadomienie o wypadku w poniedziałek 10.11.2014 o godz. 14.03. Pomimo szybkiej akcji ratunkowej nie udało się uratować życia Polaka.

Był on zatrudniony w Velde AS jako kierowca ciężarówki. Na odcinku E39 w miejscowości Bråstein firma ta zajmowała się asfaltowaniem drogi. Wedle wersji przedstawionej dla telewizji NRK zmarły w chwili wypadku Polak znajdował się na naczepie, z której miał zestawić maszynę do kładzenia asfaltu, tzw. limemoped.

Foto: Kine M. Stensland

Foto: Kine M. Stensland

– Bartosz pracował u nas od trzech lat i tą pracę wykonywał setki razy wcześniej. Był kierowcą tej dużej lawety i był w tym tak dobry, że korzystaliśmy z niego pomocy do szkoleń. Miał u nas jak najlepszą opinię, byłperfekcjonistą – poinformował NRK Egil Velde, dyrektor firmy. – Maszyna ta stała na lawecie zamocowana, a on miał ją zestawić na szosę ponieważ prace miały się zacząć następnego dnia. Wszedł on na lawetę prawdopodobnie w celu zluzowania zamocowań. kiedy doszło do wypadku – dodał Velde. – Jeden z jego butów w dalszym stoi na lawecie, to znaczy że był na niej zanim spadł. W pobliżu pracowali inni robotnicy, ale oni dopiero po chwili zauważyli na ziemi leżącego Polaka.

Foto: Pål Christensen

Foto: Pål Christensen

Foto: Pål Christensen

Foto: Pål Christensen

– Trudno jest w tej chwili pamiętać dokładnie, ile czasu minęło, zanim zauważono go, ale minęło prawdopodobnie pomiędzy 3 a 5 minut – wyjaśnił Egil Velde. – Pracownicy z Risa bardzo szybko zareagowali, jak go zauważyli, w pobliżu była akurat karetka pogotowia. Po 2 – 3 zabrała go do szpitala.

Zarówno policja jak i Państwowa Inspekcja Pracy (Arbeidstilsynet) wszczęły swoje dochodzenia w celu ustalenia przebiegu wydarzeń i przyczyn wypadku. Zdaniem dyrektora Egila Velde wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek: samochód stał nieruchomo, maszyna do kładzenia asfaltu  także, nic się nie wywróciło. Prawdopodobnie poślizgnął się lub coś w tym rodzaju, nie wyobrażam sobie, ażeby było inaczej – dodał Velde.

– Stało się coś, co w zasadzie nie mogło się wydarzyć. Laweta ma 90 cm wysokości i można się spodziewać, że upadek spowoduje jedynie mocne potłuczenia, ale że tak się to skończyło, jest aż nierzeczywiste – stwierdził dyrektor Egil Velde w rozmowie z NRK.

– Poinformowaliśmy rodzinę Bartosza w Polsce i zamówiliśmy bilety dla ojca i brata, aby mogli być na mszy w kościele katolickim św. Swituna w Stavanger. Stanowiliśmy małą grupę przemieszczającą się z miejsca na miejsce, jest nam teraz bardzo ciężko – dodał Velde.

Foto: Pål Christensen

Foto: Pål Christensen. Brat Bartosza Tadeusza Mikosa na miejscu tragedii.

Bartosz Tadeusz Mikos pochodził z okolic Krakowa. Miał lat 35, osierocił w Polsce córeczkę.

Przeczytaj również: