Skandaliczne warunki mieszkaniowe polskich pracowników

23 lipca 2015 | AKTUALNOŚCI | Artykuły | IMIGRACJA | POLACY W NORWEGII |

Fot. Gunnar Hjorth, Bygdeposten/ScanPress.net Fot. Gunnar Hjorth, Bygdeposten/ScanPress.net

Polacy pracujący przy zbiorze truskawek w Krødsherad zostali zakwaterowani w skandalicznych warunkach mieszkaniowych. Inspekcja sanitarna stwierdziła szereg podstawowych naruszeń prawa i nakazała zamknięcie baraku w trybie natychmiastowym.

Brak wentylacji, po 8 osób w jednym pokoju, zatkane toalety i umywalki, kuchnia bez doprowadzonej wody, znajdująca się w namiocie socjalnym – takie warunki zastał lekarz wojewódzki Gunnar Hjorth podczas kontroli w dn. 21.07.2015  baraków mieszkalnych w Krødsherad, Buskerud.

– Nieludzkie warunki

– Wstydzę się widząc warunki, w jakich oni mieszkali, to okropne. Ludzie nie zasługują na to, aby mieszkać w takich warunkach zwłaszcza, kiedy wykonują tak dobrą robotę dla tego rolnika – powiedział Gunnar Hjorth w rozmowie z telewizją NRK. W barakach tych mieszkało 65 polskich robotników sezonowych, zatrudnionych przy zbiorze truskawek.

FOTO GUNNAR HJORTH 2

Kuchnia pełniąca funkcję suszarni. Fot. Gunnar Hjorth, Bygdeposten/ScanPress.net

Po zapoznaniu się z warunkami mieszkaniowymi Polaków Gunnar Hjorth powziąl decyzję o natychmiastowym zamknięciu baraku mieszkalnego.

Kontrola wykazała, że warunki do przyrządzania posiłków i ich spożywania, możliwości wypoczynku oraz warunki sanitarne były naganne. Sprzęty kuchenne znajdowały się w różnych miejscach, bo w kuchni było za ciasno. Wiele drzwi od toalet nie zamykało się, jedna z nich była zapchana, a wiele pryszniców pozbawionych było gorącej wody.

Zdaniem lekarza wojewódzkiego właściciel baraków otrzymał wcześniej wiele nakazów poprawienia warunków, których nie wypełnił.

– Otrzymał on przykładowo zakaz używania pierwszego piętra baraku do celów mieszkalnyych dla robotników sezonowych. Z jedenastu alarmów przeciwpożarowych działał tylko jeden – powiedział Gunnar Hjorth. W pomieszczeniach mieszkało od czterech do ośmiu osób.

W prznajmniej jednym z pokoi zbierała się woda deszczowa z powodu przeciekającego dachu. Na dziewięć osób miała przypadać jedna toaleta i jeden prysznic, ale to nie miało miejsca.

– W całym baraku nie ma ani jednej szafy, z związku z czym Polacy musieli trzymać swoje rzeczy w plastikowych torbach na zakupy i plecakach. W baraku nie było także wymaganego przepisami pomieszczenia jadalnego i socjalnego, dlatego musieli oni spożywać posiłki w pomieszczeniach i tak nadających się do rozbiórki – stwierdził Gunnar Hjorth w rozmowie z gazetą Bygdeposten.

FOTO GUNNAR HJORTH

Warunki kuchenne wewnątrz baraku. Fot. Gunnar Hjorth, Bygdeposten/ScanPress.net

– Gmina się na mnie uwzięła

Innego zdania o sytuacji panującej w barakach jest sam rolnik prowadzący gospodarstwo i zatrudniający Polaków.

– To dziwne, że gmina przychodzi na kontrolę na tydzień przed zakończeniem się sezonu truskawkowego. Powinni do mnie przyjść przed sezonem, aby dokonać koniecznych usprawnień przed przyjazdem pracowników sezonowych – powiedział rolnik z Krødsherad w rozmowie z NRK.

– O panujących u mnie warunkach gmina wie o dawna – dodał rolnik.

FOTO ANETTE SKAFJELD  NRK

Fot. Anette Skafjeld, NRK/ScanPress.net

Przyznaje on jednak, że jeden z tych baraków nie jest dobry i dodaje, że ma wrażenie, że postanowiono go wykończyć. Jego zdaniem ktoś z pracwników gminy dąży do tego, żeby zlikwidować jego działalność. Nie chciał on jednak w rozmowie z gazetą sprecyzować swoich podejrzeń. Dodaje, że postanowił wcześniej zainstalować trzy nowe baraki mieszkalne i sanitarne.

Jego zdaniem nie jest prawdą, że nie ma w barakach pomieszczeń kuchennych i wspólnych, a jedynie brakuje ich w najstarszej części zespołu baraków. Odpiera on także zarzut niedziałających alarmów przeciwpożarowych, które według niego działały na początku sezonu i prawdopodobnie nie były obecnie testowane właściwie. Twierdzi on także, że od kwietnia prosił gminę o naprawę instalacji kanalizacyjnej, ale pomocy tej nie otrzymał pomimo ponagleń.

Pracownicy polscy mieszkają obecnie w kwaterach prywatnych, a sam rolnik nie wie, co zrobi na przyszły sezon.

– Jestem uzależniony od pracowników sezonowych, więc coś będę musiał zrobić – dodał właściciel baraków.

Niezapowiedzianą kontrolę warunków przeprowadziła 3 lipca także straż pożarna, komisja dozoru instalacji elektrycznych i Państwowa Inspekcja Pracy (Arbeidstilsynet). Norweski pracodawca otrzymał nakaz poprawienia warunków do 29 lipca.

Kontrola została prawdopodobnie przeprowadzona w następstwie otrzymanej przez Państwową Inspekcję Pracy informacji.

– Nie mamy możliwości my, jako cztery instytucje, kontrolowania wszystkich budynków mieszkalnych i gospodarstw, myślę więc, że coś się za tym kryje – skomentował sytuację Kjell Haugen, inspektor regionalny Państwowej Inspekcji Pracy. Stwierdzono jednak, że nie występuje zagrożenie zdrowia ani życia ludzkiego, ale baraki nie nadają się do celów mieszkalnych. Sama produkcja truskawek odbywała się we właściwych warunkach.

Polscy pracownicy w rozmowie z lekarzem wojewódzkim Gunnarem Hjortem zaznaczyli, że pracują dla tego rolnika po raz ostatni. Władze gminne postanowiły wystosować do ich pracodawcy powiadomienie o demontażu baraków.

 

Przeczytaj również: